Własność intelektualna uzasadniona wiarą?

Avatar

Anglosaska doktryna prawa uznaje trzy podstawowe uzasadnienia systemu prawa własności intelektualnej [1]:

  1. Koncepcja słuszności (fairness theory) – tłumacząca, że każdemu przysługują prawa naturalne do rezultatów własnej pracy. Ta koncepcja w dużej mierze czerpie z doktryny Johna Locke’a i jego uzasadnienia dla prawa własności rzeczy.
  2. Koncepcja osobowości (personality theory) – wytwory intelektu stanowią przejaw osobowości twórcy i z tego powodu zasługują na ochronę; podstawą filozoficzną tej teorii są systemy Hegla i Kanta.
  3. Utylitarystyczna koncepcja ekonomii dobrobytu (welfare theory) – prawa własności intelektualnej są uzasadnione o tyle, o ile przyczyniają się one do rozwiązania problemu społecznego, jakim jest deficyt dóbr publicznych – w tym przypadku społecznie przydatnych projektów wynalazczych i utworów.

To ta ostatnia, utylitarystyczna koncepcja, silnie osadzona w amerykańskiej Konstytucji [2], została ostatnio poddana krytyce w interesującym artykule Marka A. Lemleya [3] pt. „Faith-Based Intellectual Property[4].

Wiara jako uzasadnienie istnienia praw własności intelektualnej

Podobno żyjemy w epoce rozumu. Podstawą naszych racjonalnych decyzji jest dorobek nauki. Powinien on być także podstawą decyzji ustawodawcy i świadomego, racjonalnego kształtowania prawa. Istnienie lub nieistnienie prawa własności intelektualnej także powinno przejść test metody naukowej.

Kiedy pod koniec lat 50. ubiegłego wieku Fritz Machlup przygotowywał raport na temat ekonomicznego uzasadnienia istnienia praw własności intelektualnej [5], doszedł on do wspaniale oględnych wniosków:gdyby system patentowy jeszcze nie istniał, to nie znalazłyby się żadne naukowe dowody przemawiające za jego stworzeniem,, ale skoro ten system już istnieje, to skupmy się na tym, że brak jest dowodów uzasadniających jego zniesienie.  W drugiej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku – zdaniem Lemleya – dysponujemy dużo większą wiedzą. Mamy za sobą lata badań empirycznych, które… również nie dostarczają uzasadnienia dla istnienia systemu ochrony własności intelektualnej. Badania empiryczne pokazują za to jednoznacznie, że relacja między istnieniem silnych praw własności intelektualnej a ich wpływem na innowacyjność może drastycznie różnić się w zależności od gałęzi przemysłu. Niektóre badania sugerują nawet, że korzyści społeczne netto z istnienia systemu patentowego występują wyłącznie w przemyśle farmaceutycznym [6].

Tymczasem doktryna prawa własności intelektualnej i ustawodawcy zamykają oczy na brak dowodów. Nie tylko utrzymujemy status quo, ale wręcz rozszerzamy zakres ochrony praw własności intelektualnej. Nie chodzi tu tylko o działania ustawodawców (które też są daleko idące), ale przede wszystkim o ewolucję praktyki. Dziś patenty przyznawane są na rozwiązania technologiczne, które jeszcze kilkanaście lat temu nie przeszłyby próby technicznego charakteru lub które byłyby uznane za wyłączone z ochrony jako odnoszące się do oprogramowania lub założeń metod biznesowych. W prawie autorskim sądy uznają twórczy charakter coraz bardziej błahych wytworów intelektu. W prawie znaków towarowych ochrona rozszerza się na coraz to nowe kategorie oznaczeń, które nie muszą już nawet spełniać kluczowego niegdyś wymogu „graficznej przedstawialności”. Czym to uzasadniamy? Zdaniem Lemleya – wyłącznie wiarą. Znamienny jest tu cytat Roba Mergesa z Uniwersytetu Berkley, autora wyśmienitej „Justifying Intellectual Property” [7]:

Try as I might, I simply cannot justify our current IP system on the basis of verifiable data showing that people are better off with IP law than the would be without it. (…) through all the doubts over empirical proof, my faith in the necessity and importance of IP law has only grown [8].

Zdaniem Lemleya, jeśli nie znajdziemy uzasadnienia dla praw własności intelektualnej w utylitaryzmie, nie znajdziemy go nigdzie. Autor odrzuca koncepcje praw naturalnych (które nota bene przekonały Mergesa), jako arbitralne i nie uzasadniające aż tak dalekiej ingerencji w wolność jednostki.

Rozwój człowieka jako uzasadnienie dla praw własności intelektualnej

Jedną z pierwszych refleksji, które przyszły mi do głowy po przeczytaniu artykułu Lemleya, było zaskoczenie, że pomija on całkowicie koncepcję kulturową praw własności intelektualnej (cultural theory) – bliską mi ze względu na dorobek twórcy programu CopyrightX –  Williama W. Fishera. Wedle tej teorii, w pewnych warunkach zewnętrznych każdy człowiek lepiej realizuje swoje człowieczeństwo, a w pewnych – znacznie gorzej [9]. Istnieją wartości, które składają się na „pełnię człowieczeństwa” – życie, zdrowie, autonomia jednostki, zaangażowana praca, samorealizacja, świadomość własnej wartości, poczucie przynależności, prywatność itp. Rolą instytucji społecznych jest tworzenie jak najlepszego gruntu pod realizowanie tych wartości.

Oczywiście na tym poziomie nie da się uzasadnić istnienia systemu praw własności intelektualnej lub rezygnacji z tego systemu. Teoria kulturowa pozwala jednak wykorzystać dorobek nauk empirycznych do takiego modyfikowania instytucji prawnych (także w zakresie IP), aby maksymalnie realizować zamierzone wartości.

Wnioski

Czy rzeczywiście cały system jest utrzymywany i rozwijany tylko dlatego, że kluczowi interesariusze wierzą, że on działa? Wiele wskazuje na to, że tak. Lemley nie postuluje oczywiście jego zniesienia. Pokazuje jednak, że w dyskusji na temat sensu istnienia prawa własności intelektualnej i kierunkach jego zmian nie powinniśmy tracić z oczu wyników badań empirycznych.

[1] Systematyka zaczerpnięta z opracowania Williama W. Fishera dostępnego pod adresem URL: http://182.fab.mwp.accessdomain.com/ip-theory/ prezentowanego też w ramach kursu CopyrightX (copyx.org)

[2] Art. I §8 tiret 8 Konstytucji USA stanowi, że Kongres ma prawo „popierać rozwój nauki i użytecznych umiejętności przez zapewnienie na określony czas autorom i wynalazcom wyłącznych praw do ich dzieł czy wynalazków” – za:  Konstytucja Stanów Zjednoczonych Ameryki. Tłum. Andrzej Pułło. Warszawa, Wydawnictwo Sejmowe, 2002

[3] Jak widać, blog staje się prowincjonalnym panegirykiem ku czci profesora Uniwersytetu Standforda. Trudno, co robić…

[4] Mark A. Lemley, Faith-Based Intellectual Property. 62 UCLA L. REV. 1328 (2015); Stanford Public Law Working Paper No. 2587297. Dostęp przez SSRN: https://ssrn.com/abstract=2587297 lub http://dx.doi.org/10.2139/ssrn.2587297

[5] Subcomittee on Patents, Trademarks and Copyrights of the Committee on the Judiciary, An Economic Review of the Patent System (przygotowany przez F. Machlupa)

[6] J. Bessen, M. Meurer, Patent Failure: How Judges, Bureaucrats, and Lawyers Put Innovators at Risk, Princeton University Press, 2008.

[7] R. Merges, Justyfing Intellectual Property, Harvard University Press 2011  (polecam!)

[8] Ibidem

[9] Gdybym był mniej zapatrzony w amerykańskich prawników, dostrzegłbym zapewne, że to nie żadna „cultural theory”, tylko personalizm Karola Wojtyły. No cóż, gdybym tylko miał warsztat naukowy, aby porównać te doktryny…